5.9.11

Jak szkoła może zdezorientować dziecko

           Pamiętacie, w jaki sposób rodzice mogą zdezorientować dziecko? Jeśli nie, zajrzyjcie tutaj. Dziś o tym, jak szkoła może dołożyć swoje trzy grosze. Vick Bergman( Demand Euphoria), po raz kolejny tworzy listę 10 sprawdzonych sposobów, by nasze dziecko, tym razem w szkole, poczuło się skonfundowane.


  1. Ukarz dziecko za coś, na co nie ma żadnego wpływu, np. za spóźnienie (mama zaspała, korki po drodze).
  2. Opowiadaj z zaangażowaniem, jak ważna jest fizyczna aktywność dzieci i zmuś je do siedzenia sztywno przez 95% dnia w szkole.
  3. Powiedz, jak ważna jest oryginalność pracy, ale odejmij mu punkty w teście z matematyki za rozwiązanie zadań własnym sposobem.
  4. Zbywaj jego skargi na znęcających się nad nim kolegów przykazując, by było twarde, a następnie ukarz go za odwet na nich.
  5. Nazwij coś „szansą" a potem zrób z tego obowiązek.
  6. Zadaj mu mnóstwo pytań, na które znasz już odpowiedź.
  7. Naucz dziecko, jak ważne są zdrowe nawyki żywieniowe, potem każ mu ignorować głód przez większą część dnia pozwalając zaspakajać go tylko w wyznaczonych momentach, po czym uracz je ohydnym obiadem w stołówce.
  8. Wyznacz dziecku długookresowe zadanie ze specyficznymi wymaganiami, których opis zajmie całą stronę, a na dole dopisz: „Baw się świetnie!"
  9. Powiedz mu, jak ważny jest 8-godzinny nocny odpoczynek i uczyń go niemożliwym do wykonania 
  10. Podkreślaj, że jednym z zadań szkoły jest nauczenie dzieci krytycznego myślenia, ale absolutnie nie przywiązuj wagi do ich krytycyzmu wobec szkoły.

Źródło: Miasto Dzieci

Napiszcie proszę, co robi szkoła Waszej Pociechy (albo ta, w której pracujecie), by zapędzić dziecko w kozi róg.

19 komentarzy:

  1. T&M5/9/11

    Można dzieciom tłuc do głowy, że nie mogą ściągać na testach, korzystać z notatek przy odpowiedziach ustnych i samemu prowadzić lekcję posiłkując się swoimi notatkami.

    OdpowiedzUsuń
  2. kaczuszka5/9/11

    O widzisz, już na tą listę trafiłam za pomocą FB, i bardzo bliski jest mi punkt 3, bo często doświadczałam go na własnej skórze. ;) Ot, takie po swojemu myślące dziecko ze mnie było.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystko ładnie, tylko jak to rozwiązać? I czy np. na zachodzie są szkoły, w których nie stosuje się wyżej wymienionych zasad. A może trzeba sięgnąć głębiej - do tego w jaki sposób kształci się nauczycieli i co oni sami robią dla własnego samorozwoju zawodowego?
    To tylko takie moje pytania retoryczne :-o

    OdpowiedzUsuń
  4. To system jest do d.... . Pracuję w szkole państwowej i z roku na rok coraz większe kretynizmy "góra" narzuca. Jest też swego rodzaju beton szkolny (stare pokolenia belfrów), który na nowinki patrzy podejrzliwie i spisek węszy na każdym kroku. Na początku gdy słyszałam, jak pani polonistka z obrzydzeniem mówiła o Muminkach. Bo co to za lektura i różne takie w ten deseń. (Ku jej radośco zapewne Muminki lekturą już nie są, za co można psy na Romanie G. wieszac), to chciało mi się śmiac. Teraz chce mi się płakac. Literacko dzieci w kozi róg się zapędza, każąc czytac Słowackiego, Sienkiewicza i Konopnicką. To w ogóle cud jest, że potem ktokolwiek jeszcze po jakieś książki sięga. Nowości wydawniczyhc dla dzieci 90% polonistów pracujących w szkole podstawowej nie czyta. Gdy rzucam paniom hasła tj. "Mizielińscy", "Dwie Siostry" - wytrzeszczają oczy. I to jest starszne.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wczoraj, na pierwszej lekcji nowego przedmiotu, (historia, klasa czwarta) pani nauczycielka poinformowała klasę mojego synka, że jeżeli nie powie ktoś jej na korytarzu szkolnym 'dzień dobry', automatycznie dostaje jedynkę do dziennika.
    Od razu przypomniał mi się Moniko Twój poprzedni post o tzw. magicznych słowach i o tym, jak nauczyć dziecko zwrotów grzecznościowych....

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja pomyślałam, że na zdjęciu Córa chowająca się za brzuszkiem Mamy, w którym ukryty jest drugi człowieczek:D

    OdpowiedzUsuń
  7. ładny mi brzuszek hihi

    OdpowiedzUsuń
  8. Zaniosłam do szkoły i przeczytałam moim uczniom. Musielibyście zobaczyć ich oczy - widok BEZCENNY ! Przy 10 punkcie zapytali: dlaczego tak jest? dlaczego tak często nie możemy dogadać się z nauczycielami?

    OdpowiedzUsuń
  9. Angela6/9/11

    Pani moich bliźniaków (3 klasa) ciągle powtarza dzieciom, ze są trzy rzeczy, których nie lubi: kłamstwo, skarżenie i nieszanowanie szkolnego mienia (ciekawe zestawienie). I wyobraźcie sobie, że niemal na każdym zebraniu używa takiego zwrotu: proszę państwa bardzo mi przykro ale muszę poskarżyć na Antosia bo ...

    OdpowiedzUsuń
  10. Hmm no tak skąd ja to znam :) Idealnie opisane.!
    I jest jeszcze zapewne wiele sytuacji podobnych do których można by znaleźć takie wytłumaczenie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Anonimowy6/9/11

    Toż to szkołą...

    OdpowiedzUsuń
  12. Można mowić dzieciom, ze się im ufa, a kiedy nie pojawią się w szkole dzownic do rodzica i pytać: "czy wie Pani, ze syna dzisiaj nie ma w szkole"

    OdpowiedzUsuń
  13. Strasznie się ciesze, że tu trafiłam. Czytam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Anonimowy7/9/11

    Powiedzieć, że jak czegoś nie wie, to ma pytać; a jak zapyta, to ironizować "no jak to, jak można tego nie wiedzieć".
    Bromba

    OdpowiedzUsuń
  15. aż się boję szkoły. w tym roku Najstarszy rusza. moja, mimo świetnych ocen, była psychiczną wykańczalnią. z wielu powyższych i wielu dodatkowych powodów. obawiam się, że będę mogła mnożyć punkty, bo już po przedszkolu Najstarszego krew mi w żyłach stawała chwilami. czytam i dziękuję za tyle, ile już udało mi się wchłonąć :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Moniko też się boje szkoły mojego dziecka pamiętając swoją i słysząc że nie wiele się od tamtej pory zmieniło (może poza większą dostępnością narkotyków;). Czy jest jakaś recepta? Czy są szkoły w których uczy sie dzieci szacunku na przykładzie a nie batem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam szkoły montessori, waldorskie.

      Usuń
  17. Anonimowy1/7/13

    Przez trzy lata edukacji mojej córki przyszło jej i nam dowiedzieć się
    dobitnie co to jest przemoc fizyczna ze strony rówieśników, przemoc psychiczna ze strony nauczycieli, dyskryminowanie, faworyzowanie dzieci radnych, lekarzy, innych nauczycieli, rodziny itd., obniżanie stopni, nieuczestniczenie w szkolnych akademiach(występują tylko ci sami, dzieci w/w). Córka jest bardzo dobrą uczennicą, dlatego do zewnętrznego konkursu wybrano ją - reprezentowanie szkoły (!), a nie słabszych"swojaków" i to potwierdziło moje obserwacje. Uczę dziecko w domu, pracuję z nią w domu, bo nie wyobrażam sobie braku zaangażowania kochającego rodzica w edukację i wszystkie inne sprawy dotyczące dziecka + zdrowy rozsądek. Ale jaki jest poziom nauczania, że rodzic musi uskuteczniać prawie Home Schooling! Zresztą dozwolony prawnie w naszym kraju, chociaż tak mało rodziców o tym wie. Zastanawiam się poważnie nad ta kwestią, bo mam jeszcze młodsze dziecko, ale to wielka odpowiedzialność. Rozważenie, czy mniejszy kontakt z rówiesnikami( chociaż przyjaznie zdarzają się rzadko, a rywalizacja jest powszechna!) czy uniknięcie wszystkich opisanych negatywnych zjawisk.

    Proszę odpisz, bo bardzo zależy mi na Twoim zdaniu odnośnie tych zjawisk w szkole i odpowiedzi.
    Pozdrawiam serdecznie, Bea

    OdpowiedzUsuń
  18. Bea, nie lubię generalizować. Szkoły sa fajnie i niefajne. Nauczyciele są wspierający i nie wspierający. To, z czym ja się spotykam i na co nie ma we mnie zgody to traktowanie dziecka jako narzędzia do realizacji celu narzuconego przez Górę. Stopnie, egzaminy, kary, uwagi, nagrody, puchary, rywalizacja, przekazywanie treści wątpliwej dla mnie jakości, rozliczanie się z godzin, papierologia...chyba mogę tak długo. Chcę, żeby szkoła była miejscem rozowju dziecka. Miejscem, w którym ważny jest człowiek. Znam takie szkoły. Zam taki system edukacji. Szkoły montessori, waldorskie, szkoły demokratyczne. Jest ich coraz więcej. Powstaja w wielu miejscach. To alternatywa która ja wybieram dla moich córek.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...