... i z półek sklepów z artykułami dziecięcymi w ręce nerwowo rozglądających się dziadków i rozsądnych - na pierwszy rzut oka - rodziców, spadają książeczki, gry, maskotki, samochody i lalki. Bez paniki. Towaru nie zabraknie. Magazyny i hurtownie wypełnione są po brzegi, a i tak wszystko rozejdzie się jak świeże bułeczki. Wszak Boże Narodzenie to jeden z bardziej dochodowych dla handlu okresów.
Świat konsumpcjonizmu, w którym przyszło nam żyć, nie ma względu na rasę, płeć i wiek. To najbardziej tolerancyjny świat, jaki znam. Co więcej, w tym świecie dzieci znaczą więcej niż dorośli. Nie ma lepszych klientów niż dzieci. Dzieci bowiem "chcą". Chcą to i to, i tamto, i to też, bo przecież tak niewiele jeszcze mają. A dorośli? Kochają swoje dzieci i często są przekonani, że należy odpowiadać "tak" na "chcę". Przeważnie "tak", choć za "chcę" nie kryje się potrzeba, a zachcianka.
Rodzic musi stanąć w tym świecie na wysokości zadania jeśli zamierza wspierać poczucie wartości i kształtować poczucie estetyki swojego dziecka. Rodzic w tym przypadku wie lepiej, a przynajmniej powinien wiedzieć, że "nie wszystko złoto, co się świeci", mimo, iż dzieciaki piszczą na widok właśnie tego, co głośne, pstrokate i posypane brokatem (wybaczcie, proszę, to uproszczenie).
Tylko dzisiaj w hipermarkecie widziałam pięciu rodziców, którzy choć nie mieli na to ochoty (wskazywały na to wszystkie znaki na niebie i ziemi), to sięgnęli do portfela uginając się pod "chcę, chcę, chcę". I niestety, choć Ci Malcy dostali, to czego chcieli, to nie dostali tego, czego potrzebują. Czasu, uwagi, bliskości.
Istnieją stosy badań, które pokazują, że w kulturze konsumpcji dzieci (podobnie jak dorośli) walczą z depresją, zaburzeniami w relacjach, niską samooceną, chorobami ciała i ducha. Dzieci, które dostają za dużo mają kłopot z dokonywaniem wyborów, wyrażaniem oczekiwań, nazywaniem uczuć i potrzeb. Carl Honore w książce "Pod presją. Dajmy dzieciom święty spokój!"przytacza wyniki badań J.Schora, profesora socjologii, które pokazują, że "mniejszy udział w kulturach konsumpcyjnych oznacza zdrowsze dzieci, natomiast większy prowadzi do pogorszenia się stanu zdrowia psychicznego".
Rodzic musi stanąć w tym świecie na wysokości zadania jeśli zamierza wspierać poczucie wartości i kształtować poczucie estetyki swojego dziecka. Rodzic w tym przypadku wie lepiej, a przynajmniej powinien wiedzieć, że "nie wszystko złoto, co się świeci", mimo, iż dzieciaki piszczą na widok właśnie tego, co głośne, pstrokate i posypane brokatem (wybaczcie, proszę, to uproszczenie).
Tylko dzisiaj w hipermarkecie widziałam pięciu rodziców, którzy choć nie mieli na to ochoty (wskazywały na to wszystkie znaki na niebie i ziemi), to sięgnęli do portfela uginając się pod "chcę, chcę, chcę". I niestety, choć Ci Malcy dostali, to czego chcieli, to nie dostali tego, czego potrzebują. Czasu, uwagi, bliskości.
Istnieją stosy badań, które pokazują, że w kulturze konsumpcji dzieci (podobnie jak dorośli) walczą z depresją, zaburzeniami w relacjach, niską samooceną, chorobami ciała i ducha. Dzieci, które dostają za dużo mają kłopot z dokonywaniem wyborów, wyrażaniem oczekiwań, nazywaniem uczuć i potrzeb. Carl Honore w książce "Pod presją. Dajmy dzieciom święty spokój!"przytacza wyniki badań J.Schora, profesora socjologii, które pokazują, że "mniejszy udział w kulturach konsumpcyjnych oznacza zdrowsze dzieci, natomiast większy prowadzi do pogorszenia się stanu zdrowia psychicznego".
Mam już za sobą rozmowy o świątecznych prezentach dla Zo. Trzy lata zaczynają procentować. Babcie i dziadkowie, ciocie i wujkowie, ci przyszywani także, jeśli mają wątpliwość czy kupić to, co właśnie jest w bożonarodzeniowej promocji, co bije po oczach z pierwszych stron gazet, co reklamują wszystkie stacje telewizyjne, dzwonią i pytają. I za to jestem im bardzo wdzięczna.
Ten post zgłosiłam do konkursu, który zorganizował Ten Blog, choć nie jest ani o zabawkach, ani o zabawie. W moim odczuciu jest o czymś więcej i o czymś ważniejszym. Zobaczymy co powiedzą organizatorzy :)
Ten post zgłosiłam do konkursu, który zorganizował Ten Blog, choć nie jest ani o zabawkach, ani o zabawie. W moim odczuciu jest o czymś więcej i o czymś ważniejszym. Zobaczymy co powiedzą organizatorzy :)
