Z okazji międzynarodowego tygodnia
karmienia piersią mam dla Was tekst Agnieszki Stein. Tekst, w którym autorka, kiedyś mama karmiąca piersią, z szacunkiem i empatią pisze o Mamach, które dokonały innego wyboru.
Tak pomyślałam, że napiszę. O tym,
czym mało kto się zajmuje, a szkoda. Z okazji piersiowego i
mlecznego święta internet huczy. Wiele zdjęć, artykułów,
refleksji. Wiele takich, które zachęcają, zachwycają się i
reklamują.
A mimo to, prawie pod każdym
entuzjastycznym wpisem, pojawia się jeden lub kilka komentarzy od
Was. Mam, które nie karmią piersią i które denerwują te
wszystkie zachwyty. Wpis, który mówi, że to wszystko nieprawda,
karmienie mlekiem mamy wcale nie jest takie super, a na pewno nie
jest lepsze i ma swoje minusy. Że karmiąc butelką czujesz się
dobrze, masz więcej swobody, a dziecko jest zdrowe. Albo, że
niestety nie każda mama może karmić tyle, ile chciała i to nie
jej wina. Widzę, czytam te komentarze i myślę sobie, że nie można
tak tego zostawić. Więc nie zostawiam.
Może pora na pisanie jakie to
karmienie jest ważne minęła, a przyszła pora na to, żeby
pisać o tym jakie to karmienie jest. Może to, w jaki sposób
teraz pisze się o karmieniu piersią wcale nie zwiększa ilości mam
karmiących z powodzeniem, a zwiększa ilość frustracji, poczucia
porażki i powoduje spory.
Może warto więcej uwagi poświęcić
temu, czego kobieta, która zostaje Mamą, naprawdę potrzebuje.
Szacunku, empatii i wrażliwości na jej potrzeby, niezależnie od
tego jak karmi.
Nie wiem, czy karmiłaś swoje dziecko
choć przez chwilę. Nie wiem, czy w ogóle miałaś taki zamiar.
Jeśli nie, prawdopodobnie miałaś ku temu ważny powód. Pewnie za
tą decyzją stoi namysł i może trudne emocje. Jest pewne
prawdopodobieństwo, że masz za sobą jakieś, bardzo przykre
doświadczenia, którymi nie chcesz się z nikim dzielić. I masz do
tego prawo. Może nie miałaś takiego szczęścia jak ja, żeby
obserwować w dzieciństwie i jako dorosła kobieta tyle karmiących,
szczęśliwych mam. Może usłyszałaś coś, co się zniechęciło
lub przeraziło. Może sama idea dawania dziecku czegoś co wydziela
twoje ciało, wydawała ci się obrzydliwa i prymitywna. Nie mnie to
oceniać.
Ze statystyki wynika, że
prawdopodobnie jednak podjęłaś próbę podania dziecku piersi. Nie
wiem, jak długo udało Ci się karmić. To, jak długo trzeba
próbować zanim się zrezygnuje, żeby móc zostać zaliczonym do
szlachetnego grona matek karmiących, jest w naszej kulturze dosyć
niejasne.
Z mojego rozeznania i wielu rozmów z
mamami też wynika, że podjęłaś taką próbę. Prawdopodobnie
osoby, które Cię otaczały i otaczają, nie były dla ciebie
wsparciem w tej drodze. Karmiłaś krócej niż miałaś zamiar.
Może ciąża i narodziny dziecka były
dla Ciebie wyzwaniem. Może nie było tak, jak sobie wymarzyłaś.
Może czułaś, że twoje potrzeby, intymność i integralność nie
liczą się, bo liczy się tylko to czy dostarczysz na świat
zdrowego obywatela. Może nie chciałaś być mleczarnią, bo całą
ciążę czułaś się inkubatorem. Przykro mi, że zepsuto Ci takie
piękne doświadczenie.
Może, jak to się jeszcze nagminnie
zdarza, nikt nie poinformował Cię, jaki wpływ mogą mieć
interwencje stosowane przy porodzie na karmienie. A może życie
dziecka było zagrożone, a ty miałaś dość i chciałaś, żeby to
wszystko jak najszybciej się skończyło. Może po porodzie
usłyszałaś, że masz karmić, bo mleko jest najlepsze. Ktoś
naciskał Twoje piersi i wpychał je dziecku do buzi. Pytał bez
przerwy czy zjadło i ile, tak jakby dziecko miało umrzeć godzinę
po porodzie jeśli się porządnie nie naje. Może zabrano Twoje
dziecko i zobaczyłaś je wiele godzin po porodzie. Bardzo z tego
powodu cierpiałaś, a może byłaś tak wykończona, że było Ci
już wszystko jedno. Może bez Twojej wiedzy i zgody nakarmiono Twoje
dziecko mieszanką.
Piszę to także do mamy, która miała
wcześniej dzieci i z powodzeniem karmiła je piersią. Czasem
naprawdę nie od nas wszystko zależy. Pisząc myślę o mamie, która
kilka godzin po bardzo ciężkim porodzie zadzwoniła do mnie z
pytaniem, czy będzie złą mamą jeśli zrezygnuje z prób karmienia
piersią, bo dziecko się pręży i nie chce, a ona nie ma żadnej
pomocy. Wiem, jakie to uczucie, kiedy dziecko nie chce jeść. Jak
trudno wtedy nie myśleć, co jest z tobą nie tak, że nie umiesz go
nakarmić. Wiem, bo sama tego doświadczyłam. I teraz mama, której
zawdzięczam to, że karmiłam dziecko z powodzeniem, pyta mnie czy
będzie złą matką.
Może na początku wszystko było
dobrze, a początkiem końca stała się jakaś przypadkowo rzucona
uwaga, jakieś kontrolne ważenie na którym Twoje dziecko nie
zmieściło się w tabelę. A może wszyscy dookoła twierdzili, że
dziecko się nie najada, bo duże albo małe, bo Twoje piersi nie
takie, bo za rzadko lub za często je. Może okazało się, że nie
potrafisz się komfortowo czuć karmiąc swoje dziecko poza domem, a
nie chciałaś siedzieć cały czas w nim zamknięta. A może od
kolejnego specjalisty lub życzliwego usłyszałaś, że Twoje mleko
nie ma żadnej wartości i po co się tak męczysz.
Może ktoś ci powiedział, że dla
twojego dziecka będzie zdrowiej jak będzie jadło mleko
modyfikowane. I rzeczywiście mogło się tak zdarzyć, że ze zmianą
odetchnęłaś z ulgą.
A może chciałaś karmić i szukałaś
pomocy i wsparcia. A zamiast niej otrzymałaś polecenie dokarmiania,
krytykę i mylące, sprzeczne wskazówki. Możliwe całkiem, że
początkiem końca karmienia było to, że zwątpiłaś w siebie i
zaczęłaś się stosować do rad, które nie pomogły, a zaszkodziły.
Może bałaś się o zdrowie swojego dziecka i to było dla Ciebie
najważniejsze.
Przypuszczam, że wszyscy uznali, że
skoro karmisz już butelką to problem został rozwiązany. Ty jesteś
szczęśliwa, dziecko najedzone, sprawa zamknięta. A przecież im
więcej wysiłku włożyłaś w utrzymanie karmienia, tym może Ci
być trudniej. Tym bardziej bolą uwagi o tym, że kto chce to
wykarmi, a kto nie chce, ten wyraźnie myśli tylko o sobie i swoich
jędrnych cyckach.
Może bolą uwagi o tym, że mleko mamy
jest najlepsze a rzadko jest go za mało. Może czujesz się takimi
mądrościami urażona. Może wściekła. Rozumiem, że jesteś
wściekła. Ja też jestem jak pomyślę ile mam jest ciągle
oszukiwanych, że zachowanie ich dziecka przy piersi to ich wina, bo
mają za mało pokarmu, podczas gdy najczęściej kłopoty biorą się
z nieprawidłowej techniki ssania i niezrozumienia fizjologii
karmienia. Jestem też wściekła jak pomyślę z ilu błahych
powodów kobietom zaleca się zakończenie karmienia piersią, choć
nie ma takiej potrzeby. Wiem jak często kobieta słyszy „musisz
to, musisz tamto” zamiast „jak ja mogę ci pomóc”. Wiem, że
powodem jest tu brak kompetencji, ale nie mam tylko osób dających
im wsparcie i nie chcę mieć dla takiego braku kompetencji
wytłumaczenia.
Jeśli więc Mamo, ktoś Ci zarzucił,
że jesteś mniej troskliwą mamą, bo nie dajesz dziecku tego, co
najlepsze to ja wiem, że to jest głęboko niesprawiedliwe. Być
może Twoje macierzyństwo jest bardziej świadome i uważne na
potrzeby dziecka, choć porównania nie mają tu żadnego sensu. Być
może wkładasz tyle samo lub więcej wysiłku w budowanie więzi ze
swoim dzieckiem. Może nawet robisz rzeczy, których mi, karmiącej
robić się nie chciało.
Jeśli masz poczucie winy za każdym
razem, kiedy czytasz jakie to karmienie piersią jest wspaniałe, to
ja wiem, że nie ma w tym żadnej Twojej winy. Przypuszczam, że
sposób karmienia Twojego dziecka nie do końca był Twoim wyborem.
Czasem tak to się przedstawia. Kobieta może wybrać tak, jak
wybiera makaron w supermarkecie. Świderki lub rurki. A może
świderków w TYM sklepie nie było. Może były schowane albo na
rurki ktoś dał taką obniżkę, że żal było nie skorzystać. A
może wszyscy wokół brali rurki i zachwalali, albo pomyślałaś,
że to całe gadanie, że świderki są lepsze, to tylko reklama.
Może więc to nie Ty, ale całe nasze
społeczeństwo powinno mieć poczucie winy, jeśli to w ogóle ma
jakiś sens, żeby je przeżywać. Może także ja powinnam schylić
głowę za tych wszystkich psychologów, którzy nie wsparli jakiejś
kobiety, mamy w tym, żeby mogła realizować w macierzyństwie swoje
WŁASNE cele i potrzeby, bo one przeważnie są dobre i służą
dziecku. Może powinnam się wstydzić za tych, którzy mówią, że
mama karmiąc uzależnia od siebie dziecko albo zamienia się w
smoczek.
Choć absolutnie nie wierzę w moc i
sens poczucia winy to wierzę w moc i sens żalu i żałoby. W sens
smutku, złości, zaprzeczania i w końcu akceptacji. Wierzę w to,
że trudne uczucia, które przeżywasz, kiedy słyszysz o karmieniu
piersią mogą minąć, jeśli będziesz gotowa je przeżyć i
zaakceptować. Bo ich rolą jest ochrona Ciebie i Twoich potrzeb.
I wierzę, że także mama karmiąca
butelką, która akceptuje swoje macierzyństwo takie, jakie jest,
może wspierać inne mamy niezależnie od tego, jak potoczyła się
ich historia. Nie poprzez powtarzanie stereotypów, które jej samej
uniemożliwiły karmienie, a poprzez wsparcie, szacunek i bycie
obecną.
