3.8.12

Do Mamy karmiącej butelką


          Z okazji międzynarodowego tygodnia karmienia piersią mam dla Was tekst Agnieszki Stein. Tekst, w którym autorka, kiedyś mama karmiąca piersią, z szacunkiem i empatią pisze o Mamach, które dokonały innego wyboru. 

        Tak pomyślałam, że napiszę. O tym, czym mało kto się zajmuje, a szkoda. Z okazji piersiowego i mlecznego święta internet huczy. Wiele zdjęć, artykułów, refleksji. Wiele takich, które zachęcają, zachwycają się i reklamują.
A mimo to, prawie pod każdym entuzjastycznym wpisem, pojawia się jeden lub kilka komentarzy od Was. Mam, które nie karmią piersią i które denerwują te wszystkie zachwyty. Wpis, który mówi, że to wszystko nieprawda, karmienie mlekiem mamy wcale nie jest takie super, a na pewno nie jest lepsze i ma swoje minusy. Że karmiąc butelką czujesz się dobrze, masz więcej swobody, a dziecko jest zdrowe. Albo, że niestety nie każda mama może karmić tyle, ile chciała i to nie jej wina. Widzę, czytam te komentarze i myślę sobie, że nie można tak tego zostawić. Więc nie zostawiam.
      Może pora na pisanie jakie to karmienie jest ważne minęła, a przyszła pora na to, żeby pisać o tym jakie to karmienie jest. Może to, w jaki sposób teraz pisze się o karmieniu piersią wcale nie zwiększa ilości mam karmiących z powodzeniem, a zwiększa ilość frustracji, poczucia porażki i powoduje spory.
     Może warto więcej uwagi poświęcić temu, czego kobieta, która zostaje Mamą, naprawdę potrzebuje. Szacunku, empatii i wrażliwości na jej potrzeby, niezależnie od tego jak karmi.

       Nie wiem, czy karmiłaś swoje dziecko choć przez chwilę. Nie wiem, czy w ogóle miałaś taki zamiar. Jeśli nie, prawdopodobnie miałaś ku temu ważny powód. Pewnie za tą decyzją stoi namysł i może trudne emocje. Jest pewne prawdopodobieństwo, że masz za sobą jakieś, bardzo przykre doświadczenia, którymi nie chcesz się z nikim dzielić. I masz do tego prawo. Może nie miałaś takiego szczęścia jak ja, żeby obserwować w dzieciństwie i jako dorosła kobieta tyle karmiących, szczęśliwych mam. Może usłyszałaś coś, co się zniechęciło lub przeraziło. Może sama idea dawania dziecku czegoś co wydziela twoje ciało, wydawała ci się obrzydliwa i prymitywna. Nie mnie to oceniać.
      Ze statystyki wynika, że prawdopodobnie jednak podjęłaś próbę podania dziecku piersi. Nie wiem, jak długo udało Ci się karmić. To, jak długo trzeba próbować zanim się zrezygnuje, żeby móc zostać zaliczonym do szlachetnego grona matek karmiących, jest w naszej kulturze dosyć niejasne.
Z mojego rozeznania i wielu rozmów z mamami też wynika, że podjęłaś taką próbę. Prawdopodobnie osoby, które Cię otaczały i otaczają, nie były dla ciebie wsparciem w tej drodze. Karmiłaś krócej niż miałaś zamiar.
      Może ciąża i narodziny dziecka były dla Ciebie wyzwaniem. Może nie było tak, jak sobie wymarzyłaś. Może czułaś, że twoje potrzeby, intymność i integralność nie liczą się, bo liczy się tylko to czy dostarczysz na świat zdrowego obywatela. Może nie chciałaś być mleczarnią, bo całą ciążę czułaś się inkubatorem. Przykro mi, że zepsuto Ci takie piękne doświadczenie.
       Może, jak to się jeszcze nagminnie zdarza, nikt nie poinformował Cię, jaki wpływ mogą mieć interwencje stosowane przy porodzie na karmienie. A może życie dziecka było zagrożone, a ty miałaś dość i chciałaś, żeby to wszystko jak najszybciej się skończyło. Może po porodzie usłyszałaś, że masz karmić, bo mleko jest najlepsze. Ktoś naciskał Twoje piersi i wpychał je dziecku do buzi. Pytał bez przerwy czy zjadło i ile, tak jakby dziecko miało umrzeć godzinę po porodzie jeśli się porządnie nie naje. Może zabrano Twoje dziecko i zobaczyłaś je wiele godzin po porodzie. Bardzo z tego powodu cierpiałaś, a może byłaś tak wykończona, że było Ci już wszystko jedno. Może bez Twojej wiedzy i zgody nakarmiono Twoje dziecko mieszanką.
       Piszę to także do mamy, która miała wcześniej dzieci i z powodzeniem karmiła je piersią. Czasem naprawdę nie od nas wszystko zależy. Pisząc myślę o mamie, która kilka godzin po bardzo ciężkim porodzie zadzwoniła do mnie z pytaniem, czy będzie złą mamą jeśli zrezygnuje z prób karmienia piersią, bo dziecko się pręży i nie chce, a ona nie ma żadnej pomocy. Wiem, jakie to uczucie, kiedy dziecko nie chce jeść. Jak trudno wtedy nie myśleć, co jest z tobą nie tak, że nie umiesz go nakarmić. Wiem, bo sama tego doświadczyłam. I teraz mama, której zawdzięczam to, że karmiłam dziecko z powodzeniem, pyta mnie czy będzie złą matką.
      Może na początku wszystko było dobrze, a początkiem końca stała się jakaś przypadkowo rzucona uwaga, jakieś kontrolne ważenie na którym Twoje dziecko nie zmieściło się w tabelę. A może wszyscy dookoła twierdzili, że dziecko się nie najada, bo duże albo małe, bo Twoje piersi nie takie, bo za rzadko lub za często je. Może okazało się, że nie potrafisz się komfortowo czuć karmiąc swoje dziecko poza domem, a nie chciałaś siedzieć cały czas w nim zamknięta. A może od kolejnego specjalisty lub życzliwego usłyszałaś, że Twoje mleko nie ma żadnej wartości i po co się tak męczysz.
     Może ktoś ci powiedział, że dla twojego dziecka będzie zdrowiej jak będzie jadło mleko modyfikowane. I rzeczywiście mogło się tak zdarzyć, że ze zmianą odetchnęłaś z ulgą.
A może chciałaś karmić i szukałaś pomocy i wsparcia. A zamiast niej otrzymałaś polecenie dokarmiania, krytykę i mylące, sprzeczne wskazówki. Możliwe całkiem, że początkiem końca karmienia było to, że zwątpiłaś w siebie i zaczęłaś się stosować do rad, które nie pomogły, a zaszkodziły. Może bałaś się o zdrowie swojego dziecka i to było dla Ciebie najważniejsze.
Przypuszczam, że wszyscy uznali, że skoro karmisz już butelką to problem został rozwiązany. Ty jesteś szczęśliwa, dziecko najedzone, sprawa zamknięta. A przecież im więcej wysiłku włożyłaś w utrzymanie karmienia, tym może Ci być trudniej. Tym bardziej bolą uwagi o tym, że kto chce to wykarmi, a kto nie chce, ten wyraźnie myśli tylko o sobie i swoich jędrnych cyckach.
        Może bolą uwagi o tym, że mleko mamy jest najlepsze a rzadko jest go za mało. Może czujesz się takimi mądrościami urażona. Może wściekła. Rozumiem, że jesteś wściekła. Ja też jestem jak pomyślę ile mam jest ciągle oszukiwanych, że zachowanie ich dziecka przy piersi to ich wina, bo mają za mało pokarmu, podczas gdy najczęściej kłopoty biorą się z nieprawidłowej techniki ssania i niezrozumienia fizjologii karmienia. Jestem też wściekła jak pomyślę z ilu błahych powodów kobietom zaleca się zakończenie karmienia piersią, choć nie ma takiej potrzeby. Wiem jak często kobieta słyszy „musisz to, musisz tamto” zamiast „jak ja mogę ci pomóc”. Wiem, że powodem jest tu brak kompetencji, ale nie mam tylko osób dających im wsparcie i nie chcę mieć dla takiego braku kompetencji wytłumaczenia.
       Jeśli więc Mamo, ktoś Ci zarzucił, że jesteś mniej troskliwą mamą, bo nie dajesz dziecku tego, co najlepsze to ja wiem, że to jest głęboko niesprawiedliwe. Być może Twoje macierzyństwo jest bardziej świadome i uważne na potrzeby dziecka, choć porównania nie mają tu żadnego sensu. Być może wkładasz tyle samo lub więcej wysiłku w budowanie więzi ze swoim dzieckiem. Może nawet robisz rzeczy, których mi, karmiącej robić się nie chciało.
     Jeśli masz poczucie winy za każdym razem, kiedy czytasz jakie to karmienie piersią jest wspaniałe, to ja wiem, że nie ma w tym żadnej Twojej winy. Przypuszczam, że sposób karmienia Twojego dziecka nie do końca był Twoim wyborem. Czasem tak to się przedstawia. Kobieta może wybrać tak, jak wybiera makaron w supermarkecie. Świderki lub rurki. A może świderków w TYM sklepie nie było. Może były schowane albo na rurki ktoś dał taką obniżkę, że żal było nie skorzystać. A może wszyscy wokół brali rurki i zachwalali, albo pomyślałaś, że to całe gadanie, że świderki są lepsze, to tylko reklama.
       Może więc to nie Ty, ale całe nasze społeczeństwo powinno mieć poczucie winy, jeśli to w ogóle ma jakiś sens, żeby je przeżywać. Może także ja powinnam schylić głowę za tych wszystkich psychologów, którzy nie wsparli jakiejś kobiety, mamy w tym, żeby mogła realizować w macierzyństwie swoje WŁASNE cele i potrzeby, bo one przeważnie są dobre i służą dziecku. Może powinnam się wstydzić za tych, którzy mówią, że mama karmiąc uzależnia od siebie dziecko albo zamienia się w smoczek.
        Choć absolutnie nie wierzę w moc i sens poczucia winy to wierzę w moc i sens żalu i żałoby. W sens smutku, złości, zaprzeczania i w końcu akceptacji. Wierzę w to, że trudne uczucia, które przeżywasz, kiedy słyszysz o karmieniu piersią mogą minąć, jeśli będziesz gotowa je przeżyć i zaakceptować. Bo ich rolą jest ochrona Ciebie i Twoich potrzeb.
       I wierzę, że także mama karmiąca butelką, która akceptuje swoje macierzyństwo takie, jakie jest, może wspierać inne mamy niezależnie od tego, jak potoczyła się ich historia. Nie poprzez powtarzanie stereotypów, które jej samej uniemożliwiły karmienie, a poprzez wsparcie, szacunek i bycie obecną.






27.7.12

Tego Świata jeszcze wczoraj nie było...


P.S. Na nic więcej czasu dziś nie znajduję...

19.7.12

Przewodnik Pascala wędruje do...

1. Ewy
2. Mamy Kangurzycy
3. Tosi

Dziewczyny proszę o adres na maila.
Przepraszam, że dopiero dziś odbyło się losowanie. 15 lipca urodziłam drugą córkę więc myślę, że jestem usprawiedliwiona :) 


Jeśli ktoś jest jeszcze zainteresowany przewodnikiem odsyłam tutaj: Zeszyt Rozterek, 

12.7.12

Oczekiwanie

Poród to czas kiedy musimy to małe, bezbronne dziecko przeprowadzić przez drogę pełną kamieni, które kłują, wbijają się tu i tam. Na końcu tej drogi jest jednak bezkresna polana, pełna soczystej zielonej trawy, oświetlonej promieniami słońca. I idziecie tam razem trzymając się za ręce. 
                                                    (Pewna Położna dla Pewnej Mamy)
                                                                   Dziękuję Ka.

Zadaniem położnej jest zrobić wszystko, co w jej mocy, aby jak najlepiej przeprowadzić matkę i dziecko przez to doświadczenie – żywych i zdrowych oraz utrzymać świętość sakramentu narodzin.
                                                    (Ina May Gaskin, Duchowe położnictwo)


        Oczekując zaczęłam od nowa przeglądać "Duchowe położnictwo. Intymność narodzin". Niezwykła położna. Niezwykłe historie. Niezwykłe porody.

9.7.12

Ostatnie takie dni

           To nasz ostatni taki piknik. Ja, Zo i eM. Następnym razem pojedziemy już w Czwórkę. Za kilka dni pojawi się Młodsza Siostra i nic już nie będzie takie samo (ależ banał).

      Patrzę na nas i widzę jak bardzo się zmieniliśmy. Wszyscy, choć najbardziej ja. Nie tylko dlatego, że mam więcej lat, że zbieram doświadczenia, że poznaję ludzi, że czytam i piszę. Nie tylko dlatego, że dwa lata temu pojechałam na Famili Camp po nowe oczy i uszy. Zmieniłam się także dlatego, że od ponad czterech lat jestem Mamą (kolejny banał:) ). Mamą Niezwykłej Dziewczynki. Kompetentną Mamą Kompetentnej Córki. Nie Mamą doskonałą, idealną, nie popełniającą błędów, bez poczucia winy. Nie Córki zawsze ze mną współpracującej, otwartej, kontaktowej. A mimo to jesteśmy Kompetentnym Duetem
        Za chwilę znowu się zmienię. Jak? Nie wiem. Mam jednak nadzieję, że z obranej drogi nie zejdę.  

p.s. Wielkiego Brzucha tuż Przed niestety nie sfotografowano :)

4.7.12

Wakacje z Dzieckiem

          Jeśli lubicie zwiedzać Polskę i na dodatek dzieci Wam w tym nie przeszkadzają :) to zachęcam do zabawy, w której możecie wylosować jeden z trzech przewodników Pascala "Polska z dzieckiem. Rodzinny przewodnik dla zmotoryzowanych". 


        Mam wcześniejsze wydanie przewodnika Pascala ("Polska z dzieckiem. Przewodnik dla całej rodziny) i nie raz z niego skorzystałam. Kiedy eM wyjeżdża służbowo i zabiera nas z sobą, szukam w nim atrakcji dla Zo i zawsze coś znajduję, nawet w takich miejscowościach, których nazwę słyszę po raz pierwszy :) Kiedy jest piękna pogoda sięgam po niego, by odkryć kolejne tajemnice jury krakowsko - częstochowskiej. A na wakacyjny czas planuję wycieczki w zakątki, w które pewnie bym się nie wybrała, gdyby nie zapewnienie autorów, że dzieci nie będą się tam nudzić. Sprawdziłam wielokrotnie. Nie nudzą się.
        Przewodnik, który mam dla Was to doskonała pomoc w zwiedzaniu Polski z dziećmi! Na jego kartach znajdziecie propozycje tras (niemal w całej Polsce) opracowane z myślą o najmłodszych, ciekawostki dotyczące np. polskich roślin mięsożernych, harmonogram imprez cyklicznych, mapy, fotografie, informacje o miejscach noclegowych i restauracjach, w których dzieci są mile widziane. Dużym atutem tego przewodnika jest dwukierunkowość. Z jednej strony znajdziecie w nim odpowiedzi na dziecięce pytania dotyczące np. dinozaurów czy wrocławskich krasnali,  z drugiej - porady dla rodziców dotyczące np. bezpieczeństwa w czasie podróżowania. 

         Jeśli macie ochotę na ten przewodnik napiszcie co robicie, żeby podróżowanie z dziećmi nie było pasmem udręk (dla dzieci i rodziców). Jaki macie przepis na cudowny weekend lub wakacje ze szczęśliwym, roześmianym dzieckiem i zrelaksowanym, wypoczętym dorosłym? Jakie zabawy sprawdzają się w samochodzie? A może chcecie polecić jakieś wyjątkowo atrakcyjne dla dzieci miejsce?
Będzie mi miło jeśli link z tym postem umieścicie na swoim blogu. 
 
Losowanie 15 lipca. 

2.7.12

Jestem kompetentna. Byłam kompetentna.

        Czytając "Więź daje siłę" olśniło mnie (nie raz, i nie dwa). Autorka przekonuje, odwołując się do badań i obserwacji, że jako ludzie jesteśmy "wyposażeni w pewne kompetencje rodzicielskie, dzięki którym nie wchodzimy w relacje z dzieckiem tak zupełnie nieprzygotowani."  Dla mnie niesamowite odkrycie. Dotąd myślałam, mówiłam i pisałam, że źródło większości moich rodzicielskich frustracji tkwi w fakcie, że nikt nie przygotował mnie do tej roli, że nie ma już wspólnot, które troszczą się o wprowadzenie dziewczyny i chłopaka w rolę matki i ojca. Dziś, w moim przekonaniu, dostaje się głównie rady, rady i jeszcze raz rady, a nie empatyczne wsparcie. 
        Zanim zostałam mamą nikt nie wspierał mojego macierzyństwa. Po urodzeniu Zo często czułam się więc bezradna, samotna i niekompetentna. I oto nagle Kirkilioni pisze, że mam w sobie tę wiedzę i umiejętności, dzięki którym mogę zacząć budować bezpieczną, ufną relację z nowonarodzonym dzieckiem. Jak grom z jasnego nieba. Naprawdę? Miałam to 4 lata temu? Bo, że dziś mam - po przeczytaniu stosu książek, pracy nad swoimi emocjami, warsztatach nvc, codziennym doskonaleniu się w umiejętności znajdowania potrzeb drugiego, rozmowach z przyjaciółkami - to wiem. 
       Zastanawiałam się nad tym długo. Sięgałam pamięcią wstecz. Czytałam zapiski z pierwszych miesięcy Zo. EUREKA! Ona ma rację! Tak właśnie jest! To jest książka, którą powinny przeczytać Oczekujące Mamy, by nabrać pewności siebie, by dostrzec w sobie genetyczne uwarunkowania do tworzenia ufnej więzi.

       Po urodzeniu Zo robiłam większość rzeczy, o których pisze autorka, choć nikt mi nie powiedział, że w ten sposób buduję więź. Robiłam to intuicyjnie, niemal bezmyślnie :) Cóż takiego zrobiłam? Nie, nie karmiłam długo Zo piersią (w 7 miesiącu Mała dostała kataru i butelka stała się atrakcyjniejsza i łatwiejsza w obsłudze od piersi), nie spałam z Nią (nie wiem dlaczego), nie nosiłam w chuście od pierwszych dni (bałam się). Co zatem takiego nadzwyczajnego robiłam, że cierpliwie i po mału budowałam między nami bezpieczną więź? Otóż nic nadzwyczajnego! Byłam. Tak jak matka przy dziecku:
  • przez większość czasu odległość między mną (eM), a Zo nie była większa niż 30 cm (ponoć w odległości do 40 cm ludzkie umysły mogą z sobą rozmawiać),
  • kiedy rozmawiałam z nią przybliżałam twarz do jej buzi na odległość, która umożliwiała Jej zobaczenie mnie,
  • mówiłam do niej spokojnie, powoli, ciepło (choć na co dzień mówię szybko), 
  • odpowiadałam na jej gaworzenie, 
  • odstęp między sygnałem Zo, a moją reakcją wynosił zaledwie kilka sekund (zwykle tyle ile potrzebowałam by dość do Niej), 
  • moje oczekiwania wobec niej były (i wciąż są) adekwatne do jej wieku, 
  • karmiąc piersią patrzyłam na Nią, głaskałam jej rączki i nóżki. 
       Prawda, że nic nadzwyczajnego?  A jednak, gdybym wtedy wiedziała, że w ten sposób tworzę ufną więź z moim dzieckiem, może byłaby spokojniejszą mamą.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...